Nie wolno się spieszyć w lesie!

Nie wolno się spieszyć w lesie!

Zimowe spacery z dziećmi wymagają determinacji, cierpliwości i wiary, że las wie, co robi — nawet jeśli dziecko jeszcze w to nie wierzy.

Uwielbiam zabierać dzieci do lasu.
Godzinami mogę opowiadać o sosnach, krukach i chrobotkach, odpowiadać na pytania, rozpoznawać drzewa po dotyku kory. Najlepiej jednak opowiada się o lesie nie swoim dzieciom — trudno być prorokiem we własnym kraju, przewodniczką dla własnego dziecka.

— Po co matka zabiera swoje dzieci do lasu? — pytam mojego jedenastoletniego syna.
— Żeby zła czarownica je zjadła! — odpowiada Janek.

Nie jest zadowolony, że idziemy na spacer. Za oknem słońce, świeży śnieg dopiero co spadł, śniadanie zjedzone — a jednak możliwych scenariuszy porażki jest kilka.
Może o czymś zapomnieć.
Może zgłodnieć.
Może będzie go swędział palec w dopiero co zawiązanym bucie, zrobi się za zimno albo za gorąco.
Może zaboli kostka, obrazi się, usiądzie w zaspie albo wymyśli coś jeszcze innego.

Tak, przerabiam to regularnie.

Motywuję, wynajduję ciekawostki, tropię ślady, czasem po prostu kończę dyskusję. Trzeba iść do lasu i już.

Powodów, żeby iść do lasu — nawet wtedy, gdy wydaje się to trudne — mam kilka. Czytałam co najmniej kilkadziesiąt publikacji naukowych dotyczących wpływu kontaktu z przyrodą na rozwój neuropsychologiczny i zdrowie psychiczne dzieci. Wnioski są spójne: kontakt z drzewami przynosi realne korzyści.

Jedno z dużych badań, prowadzonych m.in. przez naukowców z University College London i Imperial College, objęło 3 500 dzieci w wieku 9–15 lat. Wyniki pokazały, że większa codzienna obecność dzieci w lesie wiązała się z lepszym rozwojem poznawczym oraz o 16% mniejszym ryzykiem problemów emocjonalnych i behawioralnych po dwóch latach.

Na efekty trzeba czasem poczekać, ale wiemy już, że obecność przyrody może poprawiać pamięć i uwagę, obniżać poziom stresu, wspierać ogólny dobrostan. Po pandemii las pomógł odzyskać równowagę mojemu starszemu synowi — i mnie samej.

W lesie nie ma złej pogody, jednak śnieg ma tę właściwość, że humor poprawia się od razu. Dzisiaj spotkaliśmy stado raniuszków. To zawsze jest dobry dzień, kiedy spotyka się taką bandę. Wypróbowałam nową lornetkę. Janek znalazł świetny patyk do rozłupywania lodu i nawet chciał poznać nowe drzewa. Bardzo dobrze rozpoznaje drzewa po liściach, zimą złości się odrobinę, że jest trudniej. Szczególnie w lesie łęgowym — Puszcza Kampinoska ma przed nim coraz mniej sekretów.

— Chodź prędzej! — krzyczę.
A on odpowiada mi słowami z książki „Chłopiec z ulicy Niepoprawnej i kucyki dwa”:
— Nie wolno się spieszyć w lesie!

I tak Kucyk ma ostatnie zdanie:

„Wszystko jest tylko tym, czym jest — odpowiada Kucyk. —
Ale zimorodek mógłby być czarownicą na miotle.”

Po wszystkim myślę sobie, że jednak zawsze warto się przemęczyć. Las to dobro, a drzewa są mądre. 

Lubię zabierać dzieci do lasu!